lis 30 2007
Co z tą Rosją?
Na nowo wrócił temat naszych stosunków z Rosją. Został wywołany decyzją premiera Tuska o wycofaniu sprzeciwu Polski w kwestii rozpoczęcia negocjacji przez Moskwę o jej przystąpieniu do międzynarodowej Organizacji Ekonomicznej Współpracy i Rozwoju (skrót angielski OECD).
W tej momentami gorącej dyskusji trzeba rozdzielić dwa problemy. Pierwszy to bardzo ważny, bo o charakterze ustrojowym, spór między rządem a Kancelarią Prezydenta na temat sposobu podejmowania ważnych decyzji, i, co za tym idzie, kompetencji poszczególnych ośrodków w polityce zagranicznej. Konstytucja w tym zakresie daje obu organom władzy państwowej uprawnienia. Rząd, w składzie którego jest minister spraw zagranicznych, ma kompetencje operacyjne. Prezydent, który jest Głową Państwa, bardziej strategiczne. Mając realne możliwości blokowania różnych posunięć rządowych w sferze zagranicznej, Prezydent nie jest tutaj figurantem. Daleko idąca rozbieżność między tymi dwoma ośrodkami może paraliżować naszą politykę zewnętrzną i przez to przynosić szkodę Państwu.
Śmiałe decyzje rządu w tym zakresie (np. deklaracja w sprawie Iraku, chęć podjęcia bezpośrednich rozmów z Rosją w sprawie embarga na mięso) pokazują, że Donald Tusk chce, wykorzystując sukces wyborczy i poparcie opinii publicznej, iść za ciosem i zepchnąć ośrodek prezydencki do defensywy. Przeprowadza swoje pomysły w sposób bardzo ofensywny i przez to konfrontacyjny. Biorąc pod uwagę fakt, że sprawy te nie były z nim konsultowane, Lech Kaczyński musi reagować. I dlatego mamy konflikt. Szkoda, że do tego sporu kompetencyjnego użyto tak delikatnej i drażliwej kwestii jak stosunki polsko-rosyjskie.
Sprawa ma wymiar ustrojowy. Gdyby bowiem Tusk postawił na swoim i narzucił własny kierunek polityki zagranicznej wbrew Prezydentowi, to oznaczałoby osłabienie tego urzędu. Byłby to daleko idący krok w kierunku klasycznego ustroju gabinetowo-parlamentarnego.
Jestem zwolennikiem silnej prezydentury. Niezależnie, kto aktualnie jest lokatorem Pałacu Prezydenckiego. Taki model bardziej kojarzy mi się w polskich warunkach i polskiej tradycji z silnym Państwem. A takiej siły w trudnych czasach, które wkrótce mogą być jeszcze trudniejsze, Polsce przede wszystkim potrzeba.
Dlatego mam nadzieję, że zamysł Donalda Tuska się nie powiedzie. A to przeciąganie liny i konfrontacyjny styl będą epizodem, chwilowym badaniem pola, szybko zarzuconym dla dobra Polski.
Odrębną sprawą jest rozpatrywanie naszych stosunków z Rosją. W dokumencie pt. “Działalność MSZ w 2008 r. - cele i zadania”, który jako wstęp został przekazany posłom sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych wraz z projektem budżetu, czytamy: “Stosunki z Federacją Rosyjską mają dla polskiej polityki zagranicznej kluczowe znaczenie. W interesie Polski leży kontynuacja dialogu politycznego z Rosją w wymiarze dwustronnym i wielostronnym, rzeczowa współpraca gospodarczo-handlowa i rozwijanie współpracy naukowo-kulturalnej. Będziemy aktywnie uczestniczyć w kształtowaniu polityki UE wobec Rosji. Opowiadamy się za rozwojem kontaktów z FR w ramach Rady NATO-Rosja.”
Nie sądzę, aby dzisiaj w Polsce były jakieś liczące się siły polityczne, które nie chciałyby poprawy naszych dwustronnych stosunków. Dokument, który zacytowałem powstał za poprzedniego rządu i przez nowy nie został zmieniony.
Przypomnę w tym miejscu podstawowe podejście myśli narodowej do polityki zagranicznej. Nie prowadzimy polityki “pro” czy “anty” wobec jakiegokolwiek narodu i państwa. Jedyną politykę jaką powinniśmy prowadzić jest polityka propolska, czyli służąca interesom Polski. Jak tę definicję zastosować do tego konkretnego przypadku?
Jeżeli Donald Tusk kanałami dyplomatycznymi lub innymi nieformalnymi otrzymał sygnał, że gest dobrej woli Polski w sprawie OECD da pretekst stronie rosyjskiej do zniesienia embarga na nasze mięso i inne produkty, to postąpił słusznie, choć powinien to skonsultować z Prezydentem. To byłby jego duży sukces tym bardziej, że musiałby oznaczać dalej idące odprężenie w naszych stosunkach.
Jeśli jednak będzie to jednostronny gest, który spotka się z milczeniem na Wschodzie, będzie to duży błąd i poważna porażka nowego premiera. Takie gesty bez wzajemności w obecnej sytuacji będą oznaczały naszą słabość. Bo jak inaczej interpretować brak konsekwencji i wewnętrzne szamotanie się?
Trzeba pamiętać, że za poprzednich dwóch kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego wykonano kilka takich gestów w kierunku pojednania. Pozostały one bez odpowiedzi, a po każdym z nich Kreml stawał się coraz bardziej wyniosły w stosunku do Polski.
Przedstawicieli obecnych elit politycznych rządzących Rosją miałem okazję poznać będąc najpierw odpowiedzialnym w Samorządzie Województwa Mazowieckiego za kontakty robocze z Obwodem Moskiewskim, a następnie będąc polskim współprzewodniczącym międzyrządowego Polsko-Rosyjskiego Komitetu ds. Transportu. W bezpośrednich rozmowach stosunkowo szybko nawiązywaliśmy bardzo dobry kontakt. Nawet udawało się uzgodnić wiele korzystnych dla obu stron inicjatyw. Ale jak przychodziło do ich realizacji bardzo niewiele udawało się zrobić. W indywidualnych rozmowach, gdy pytaliśmy, dlaczego tak się dzieje, wzruszali ramionami. Tylko niektórzy decydowali się ujawnić, że z Kremla przychodzą sygnały “nie nada”.
Rosja podjęła wiele strategicznych decyzji w zakresie surowców energetycznych czy transportu tranzytowego, które omijają Polskę. To jest polityka realizowana od wielu lat i jeszcze na wiele lat zakrojona. Czy teraz Rosjanie chcieliby ją zmienić, bo bardziej lubią Tuska niż Kaczyńskiego? Wątpię. Takich decyzji, o tak długofalowym znaczeniu, nie podejmuje się z dnia na dzień i to jeszcze w oparciu o sympatie do jednego polityka.
Niemniej Rosja może być zainteresowana taktyczną zagrywką, aby wzmocnić konflikt wewnętrzny w Polsce i jakiś gest może wykonać.
Ale niezależnie od tych taktycznych spekulacji trzeba zabiegać o poprawę naszych kontaktów. Budować poprzez pracę organiczną podwaliny pod dobre relacje między narodami polskim i rosyjskim. O wiele ważniejsze dla tej sprawy są realne działania w gospodarce i kulturze niż, nawet najlepsze, dyplomatyczne gesty czy medialne fajerwerki.
Bogusław Kowalski
30 listopada 2007, Teresin