mar 31 2008
Kapitulacja nazwana kompromisem
Prezydent i premier spotkali się ponownie w sprawie ratyfikacji Traktatu Reformującego UE. Po pięciu godzinach rozmowy w cztery oczy ustalili coś, co obie strony nazwały kompromisem. Ma być przyjęta rządowa wersja ustawy ratyfikacyjnej (bez preambuły). Uwagi zgłaszane przez PiS znajdą się w uchwale, którą w Sejmie w ubiegłym tygodniu zgłosili politycy PO i PSL. Dodatkowo ma być w najbliższej przyszłości zmieniona ustawa o stosunkach między naczelnymi organami państwa a Unią Europejską. W tej ustawie mają być zapisane wyższe obwarowania uzyskania zgody Polski na ewentualne dalsze zmiany w Traktacie (tzw. zasada jednomyślności prezydenta, rządu i parlamentu). W zamian PiS poprze ratyfikację Traktatu, a prezydent ją podpisze.
Kilka dni temu pisałem, że mam wrażenie, iż ośrodek prezydencki i znaczna część klubu parlamentarnego PiS poszukują tylko preteksu, jakiegoś gestu ze strony PO, aby ze wszystkiego się wycofać. Tendencja ta nasiliła się po nieudanym orędziu prezydenta, a zwłaszcza oprawie jaką mu zafundował Jacek Kurski. I teraz mamy potwierdzenie takiej postawy. Poszukiwanym gestem stała się zgoda Donalda Tuska na przyszłą, bliżej nieokreśloną, nowelizację ustawy o relacjach polskich władz z UE. Nawet jeśli do niej dojdzie niewiele to zmieni. Traktat będzie obowiązywał, a intencje negocjatorów, braci Kaczyńskich, będą zawarte jedynie w uchwale, która nie ma żadnej mocy prawnej. Będzie jedynie dokumentem propagandowym.
Trudno więc uzgodnienia z Juraty ocenić pozytywnie. To raczej kapitulacja pod nazwą kompromisu. Dlaczego do tego doszło? Na głębsze analizy przyjdzie jeszcze czas. Na gorąco komentując sądzę, że przyczyną tak łatwego wycofania się z głoszonych wcześniej postulatów, jest brak wiary w ich zasadność. Mści się wcześniejsza taktyka PiS-u polegająca na przejmowaniu elektoratu, ale nie działaczy. Proszę zwrócić uwagę, że w otoczeniu Pana Prezydenta nie ma ani jednego polityka katolicko-narodowego, mimo że conajmniej ok. jedna trzecia wyborców, którzy oddali głos na Lecha Kaczyńskiego, to właśnie ludzie o takich poglądach. Podobnie w PiS. W czasie ostatnich wyborów dwie trzecie kandydatów zgłoszonych przez RLN zostało z list wykreślonych. A pozostali, włącznie z liderami, otrzymali dalekie miejsca. To sprawia, że w najbliższym otoczeniu obu braci Kaczyńskich, gdzie wypracowuje się taktykę i strategię, dominują ludzie o poglądach w najważniejszych sprawach ideowych (ochrona życia, głębokość integracji europejskiej, prawa rodziny) zbieżnych z PO. PiS pod tym względem zaczyna przypominać AWS. Korzystają z poparcia elektoratu katolicko-narodowego, ale się z nim nie utożsamiają.
Taka polityka ma krótkie nogi. Partia prawicowa w Polsce, jeśli nie chce być sezonowym zjawiskiem, musi być wierna tradycyjnym wartościom pielęgnowanym przez prawicowego wyborcę. Zadaniem dla polityków takiej partii jest znalezienie nowoczesnej formuły obecności tych wartości w nowoczesnym świecie, a nie ich porzucania.
Bogusław Kowalski
31 marca 2008 r., Warszawa - Sejm RP