kwi 27 2008
Przełomowy ingres!
To było bardzo ważne wydarzenie. W sobotę 26 kwietnia w Katedrze Oliwskiej odbyło się uroczyste objęcie rządów w archidiecezji gdańskiej przez abpa Leszka Sławoja Głódzia. Ataki, jakich dokonano na dotychczasowego biskupa warszawsko-praskiego, przed ogłoszeniem nominacji przez Stolicę Apostolską, rozbudziły emocje. Ostra krytyka, uruchomiona głównie w mediach liberalnych, przypominała sytuację z abpem Stanisławem Wielgusem. Niektórzy “specjaliści od Kościoła” rozzuchwaleni faktem, że przed rokiem na skutek rozpętanej przez siebie kampanii zablokowali objęcie urzędu przez nowego metropolitę warszawskiego, również tym razem żwawo przystąpili do dzieła. Zarzucili prawdopodobnemu kandydatowi obskurantyzm, zacofanie, eurosceptycyzm, związki z Radiem Maryja i parę jeszcze innych domniemanych wad. Każdy zarzut był dobry. Chodziło o to, aby przekonać, że “taki” biskup nie nadaje się do schedy po abpie Tadeuszu Gocłowskim i do kierowania “światłą” i “postępową” diecezją gdańską. Na szczęście nic z tego nie wyszło, bo przede wszystkim sam zainteresowany od samego początku wyraźnie dał do zrozumienia, że tym całym rejwachem specjalnie się nie przejmuje, a i ludzie Kościoła byli mądrzejsi o doświadczenie tego, co zrobiono z metropolitą warszawskim.
Jednak ataki te wywołały duże emocje, szczególnie wśród wierzących. Podczas nabożeństwa ingresowego wyraźnie wyczuwało się napięcie. Licznie przybyli zapełnili nie tylko katedrę, ale i plac przed świątynią. Nowemu metropolicie gdańskiemu zgotowano gorące, owacyjne przyjęcie. Żywo reagowano na różne konteksty, których podczas czterogodzinnej uroczystości było bardzo dużo. Najważniejsza była homilia wygłoszona przez abpa Głódzia, która w tej atmosferze miała zarówno intelektualny, jak i duchowy wymiar. Zapewne w przekazie telewizyjnym tego tak się nie odczuwało. Ale ci, którzy byli na miejscu uczestniczyli w czymś szczególnym i dla wielu było to duże przeżycie.
Nawiązując do tradycji św. Wojciecha, patrona Polski i diecezji gdańskiej, abp Głódź przypomniał znaczenie dla Kościoła w Polsce instytucji Prymasa i przywołał postacie Hlonda, Wyszyńskiego i, obecnego na miejscu, Glempa, którzy byli symbolem jedności Kościoła w naszej Ojczyźnie i stali na straży tej jedności. Miało to szczególne znaczenie w trudnych czasach. Przypomniał też o jedności narodowej, mówiąc, że cała Polska żyje tymi samymi wartościami i ma wspólną historię. W ten sposób odniósł się do twierdzeń, że Gdańsk jest “wyjątkowy” i wymaga “wyjątkowego” biskupa. Podkreślił znaczący wkład Gdańska w polską historię, zaznaczył wyjątkowość tego, co tu się działo, ale w szerszym, narodowym kontekście. Z dużym naciskiem powiedział, że polski ksiądz i polski biskup bez trudu zrozumieją gdańszczan, bo są oni częścią Polski i jak cały Naród, żyją tymi samymi wartościami i tą samą historią.
Nie ominął też stosunku do problemów europejskich. Powiedział, że przez wiele lat pracował w krajach europejskich. Poznał wielkość Europy, ale i jej małość, z pustymi kościołami, łamaniem praw Boskich i odrzucaniem tradycji chrześcijańskiej. Problemem nie jest obecność Polski w Unii, ale jej kształt i brak zgody na to, co jest złe.
Ważna była też uwaga skierowana do świata mediów. Abp Głódź powiedział, że będzie zachęcał księży, aby posługiwali się mediami w swojej pracy ewangelizacyjnej, ale aby nie stawali się narzędziami w ręku mediów. Zostało to przez zebranych przyjęte gorącymi i rzęsistymi brawami. Wszyscy zrozumieli, że jest to aluzja także do odchodzącego abpa Gocłowskiego, którego liberalne media często wykorzystywały dla uzasadniania swoich tez i pokazywania podziałów w Kościele. Ale nie tylko do niego. W ostatnim czasie pojawiło się wielu duchownych różnych szczebli, którzy poprzez swoje medialne wypowiedzi byli źródłem publicznego zgorszenia.
Na koniec mała uwaga do wypowiedzi tzw. katolickich komentatorów, którzy w jednej z komercyjnych stacji telewizyjnych ochoczo krytykowali abpa Głódzia. Po ingresie zmienili ton i zaczęli chwalić mówiąc, że nowy metropolita gdański odmienił się, że porzucił swoje dotychczasowe poglądy, że będzie się starał dopasować do stylu abpa Gocłowskiego. Ta zmiana frontu odsłania rzeczywiste intencje i prawdziwe oblicze tych “ekspertów”. Wszyscy, którzy choć trochę znają abpa Głódzia i śledzą Jego wypowiedzi, po zapoznaniu się z ingresową homilią, wiedzą, że nie ma tu żadnej zmiany. To konsekwentnie realizowana linia. To nie nowy metropolita się zmienił, ale komentatorzy, aby po decyzji Watykanu i bardzo ciepłym przyjęciu przez wiernych, ratować resztki swojej wiarygodności, zmienili swoje opinie.
To bardzo ważny ingres, o przełomowym znaczeniu z kilku powodów:
Po pierwsze, to silne akcentowanie jedności Kościoła i Narodu było zaktualizowaną wykładnią linii Prymasa Tysiąclecia. Gdańska nominacja pokazała, że mimo wielu lat intensywnej pracy środowisk liberalnych, duch szkoły Kardynała Stefana Wyszyńskiego jest ciągle głównym nurtem polskiego Kościoła.
Po drugie, tradycyjny katolicyzm zyskał wyrazistego lidera. Po przejściu na emeryturę poważnie schorowanego Prymasa Glempa i wyciszeniu się ostatnio abpa Michalika brakowało czołowego hierarchy, który nadawałby ton głównemu nurtowi w Kościele. Abp Głódź ma wszystkie niezbędne cechy, aby taką rolę odgrywać. Jest w sile wieku, ma przywódczy styl i organizatorskie talenty, ma swoją charyzmę i wystarczające przygotowanie intelektualne. Nie boi się ataków i krytyki, z którymi dobrze sobie radzi. Nie ma kompleksów wobec środowisk naukowych i artystycznych. Sprawnie radzi sobie z mediami, łatwo nawiązuje kontakt ze zwykłymi ludźmi. I, co najważniejsze, ma poczucie misji, bo ma w sobie ducha wiary. Ma już silną pozycję w Episkopacie. W ingresowych uroczystościach wzięło osobiście udział ponad czterdziestu biskupów. Ma poparcie seniorów: Prymasa Glempa i kardynała Gulbinowicza. Jestem pewien, że za parę lat abp Głódź otrzyma kapelusz kardynalski i wyrośnie na czołową postać Kościoła w Polsce.
I po trzecie, Kościół dokonał psychologicznego przełomu w negatywnych nastrojach, jakie powstały po kryzysie z abpem Wielgusem. Wydawało się, że zaczęło się coś złego dziać wewnątrz, skoro zewnętrzna presja jest w stanie zmienić decyzję Stolicy Apostolskiej. Dobrze, że przy obsadzaniu gdańskiej stolicy doszło do konfrontacji i przesilenia. Dzięki temu instytucja Kościoła mogła pokazać swoją siłę. Obroniona została wewnętrzna autonomia, a ci, którzy chcieli mieszać w papieskiej polityce kadrowej dostali zdecydowanie po łapach. Wiara w siłę katolickiego ducha odżyła.
Dziękuję Księdzu Arcybiskupowi za zaproszenie. Cieszę się, że mogłem osobiście uczestniczyć w tym historycznym wydarzeniu.
Bogusław Kowalski
27 kwietnia 2008 r., Teresin