sty 31 2009
Zmienić myślenie o Rosji!
Czy Rosja musi być naszym wrogiem? Jak się słucha wypowiedzi polskich polityków, komentarzy publicystów i różnorakich ekspertów, odpowiedź na to retoryczne pytanie wydaje się oczywista. Ba! Na tyle oczywista, że prawie nikt się nad tym nie zastanawia. Przyjmuje się za pewnik, że tak jak wiadomo, że rano wschodzi słońce, a wieczorem zachodzi, tak Rosja jak tylko będzie mogła zrobi wolnej i niepodległej Polsce źle. Przyjmując ten dogmat za prawdę fundamentalną cała dyskusja publiczna koncentruje się wokół tematu jak przeciwdziałać temu zagrożeniu.W każdym myśleniu, a tym bardziej w myśleniu strategicznym opartym o geopolitykę, gdzie w grę wchodzą żywotne interesy najsilniejszych graczy, nad świadomością klasy politycznej, a w ślad za nią całego narodu, nie panuje ten, kto znajduje odpowiedzi, ale ten kto stawia pytania. To jest tak jak w szkole. Nad procesem edukacji czuwają nauczyciele, bo oni zadają pytania i stawiają problemy do rozwiązania uczniom, a nie odwrotnie. Dobry uczeń to taki, który idzie za tokiem rozumowania swego mistrza, w lot chwyta to co mu się mówi i znajduje rozwiązania, o których nauczyciel od dawna wie i tylko chce, aby podopieczny sam do tego doszedł. Uczeń nie zastanawia się czy pytanie zostało prawidłowo postawione, czy ma sens. Jego rola ogranicza się jedynie do szukania odpowiedzi. Dlatego jest tylko uczniem, nie wchodzi na poziom nauczyciela.Wpisanie w polski patriotyzm i kształt naszej suwerenności wyraziście antyrosyjskiego kodu jest na rękę co najmniej dwóm głównym graczom światowej polityki. Pierwszy z nich to USA, które dzięki temu mogą używać Polski jako narzędzia w przecinaniu więzów coraz bardziej zacieśniającej się współpracy rosyjsko-niemieckiej, czy mówiąc inaczej Rosja-UE. Sojusz taki obu stronom przynosi bardzo duże korzyści geopolityczne doprowadzając do konsolidacji kontynentu euroazjatyckiego i dając inicjatywę w grze światowej. Właśnie z tego powodu nie jest to korzystne dla Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Anglosaska szkoła oparta jest o założenie, że zjednoczony kontynent to kłopot. Dlatego zawsze będzie dążyła do podtrzymywania napięcia w Europie posługując się tym kim się akurat da. Raz to będzie Polska, innym razem Ukraina, Gruzja lub kraje nadbałtyckie. Im Polacy bardziej nienawidzą Rosji i się jej boją tym lepiej. Bo sprawami będzie można łatwiej pokierować według własnej myśli. A jak się narzędzie zużyje to sięgnie się po następne. Geopolityka nie zna litości.Drugim ośrodkiem, który na tym korzysta są Niemcy i w trochę mniejszym stopniu Francja. Polska przeświadczona o tym, że walka z Rosją jest jej dziejową misją, pozwala im błyszczeć przed Moskwą, jako jedyny ośrodek rozsądku w Europie. Z jednej strony pozwala to im na swobodne dobijanie targu z Rosją, a z drugiej jeszcze bardziej uzależniają od siebie Polskę, która w ten sposób nie ma pola manewru. Widać to doskonale na przykładzie problemów energetycznych. Chcecie wspólnej polityki energetycznej, bo się boicie, że Rosja odetnie wam gaz? Dobrze, ale oddajcie nam część swojej suwerenności w ramach UE (Traktat Lizboński). Protestujecie przeciw Gazociągowi Północnemu, bo to szkodzi waszym interesom tranzytowym? Przyjmujemy to ze zrozumieniem, ale widzicie: Rosjanie się uparli. Ale nie martwcie się, w razie czego będziecie mogli kupić rosyjski gaz od nas, oczywiście z marżą. I tak dalej, przykłady można mnożyć.Trudno mieć pretensje do USA czy Niemiec, że wykorzystując arkana geopolityki grają polską kartą zgodnie z własnymi potrzebami. To raczej do siebie powinniśmy mieć żal, że nie potrafimy optymalnie ustawiać żagla nawy państwowej, aby uzyskiwać maksimum korzyści.Polska myśl polityczna musi wybić się na suwerenność i z poziomu ucznia szukającego wiecznie odpowiedzi na pytanie jak przeciwdziałać rosyjskiemu zagrożeniu przejść na poziom nauczyciela i zastanowić się, czy rosyjskie zagrożenie rzeczywiście jest nieuchronne!Celem mojego krótkiego szkicu nie jest rozstrzygnięcie tego problemu. Wymaga on bowiem o wiele głębszej i szerszej analizy. Chcę jedynie poszerzyć horyzonty naszej debaty publicznej i pokazać obszary myślenia dotąd zupełnie zaniedbane. Jako autor nawiązujący do narodowo-demokratycznej szkoły politycznej chętnie myślami odnoszę się do fundamentalnej dla nowoczesnej polskiej myśli geopolitycznej pracy Romana Dmowskiego „Niemcy, Rosja a kwestia polska”. W części analizy cywilizacyjno-historycznej praca tamta zachowała swoją aktualność. Ale trzeba też pamiętać, że powstała ponad sto lat temu, przy zupełnie innej sytuacji Polski. Teraz mamy wolne, niepodległe państwo zespolone z trzech zaborów, a na scenie europejskiej bardzo poważnego gracza, którego wówczas nie było – USA. Mamy więc dużo większe możliwości prowadzenia silnej polityki polskiej. Ale też sytuacja geopolityczna jest bardziej skomplikowana i cele do osiągnięcia inne. Nie uzyskanie Państwa, ale jego umocnienie i stworzenie warunków do intensywniejszego rozwoju Narodu.Kluczowy jest więc problem, czy możliwe jest takie definiowanie konkretnych postulatów ważnych dla polskiej niepodległości tu i teraz, aby nie stały one w fundamentalnej konfrontacji z celami polityki rosyjskiej? I odwrotnie, czy Rosja może skorygować swoje działania pod kątem polskich postulatów? Biorąc pod uwagę, że Polska ma interesy regionalne, a Rosja globalne, czy jest możliwy kompromis korzystny dla obu stron?Prowadzenie refleksji na ten temat i wyciąganie praktycznych wniosków, które mogłyby być podstawą dla realnych działań politycznych jest w obecnej rzeczywistości bardzo trudne. Po pierwsze dlatego, że środki masowego przekazu w Polsce w większości są pod kontrolą albo amerykańskiej, albo niemieckiej (europejskiej) myśli politycznej. Dla nich podjęcie przez Polaków tego typu kierunków analizy będzie groźne i dlatego napiętnowane i moralnie dyskredytowane. W tych ośrodkach próbuje się bowiem lansować świadomość, że im ktoś ostrzej i głośniej atakuje Rosję, tym większym jest polskim patriotą. Trzeba więc mieć silny kręgosłup i odwagę zmierzenia się z oskarżeniami o zdradę i rusofilstwo. Drugim istotnym problemem jest pytanie, czy po drugiej stronie jest jakakolwiek podstawa do podjęcia dialogu na ten temat. Wiadomo, że w tym jest ambaras, aby dwoje chciało naraz – cytując słowa poety. W tradycji rosyjskiej państwowości są bardzo silnie zakorzenione wpływy niemieckie i francuskie, co najmniej od czasów Piotra I. Obecny premier, a poprzedni prezydent Rosji Władimir Putin posługuje się językiem niemieckim jak własnym i przez wiele lat żył w tamtej kulturze. O wiele szybciej zapewne dotrze do niego i jego otoczenia, i lepiej zostanie zrozumiane, to co zrodzi się w Berlinie, niż w Warszawie.Ale rzeczy wielkie z reguły nie są łatwe. Bo zdjęcie lub ograniczenie zagrożenia rosyjskiego dla naszego bezpieczeństwa ma znaczenie fundamentalne. W naszym politycznym myśleniu pilnie musimy podjąć zagadnienie czy Rosja musi być naszym wrogiem? Czy konfrontacja z nią jest nieuchronna i czy jest jedyną drogą dla naszej suwerenności? Musimy szukać odpowiedzi na te pytania i szukać dialogu. Pojęcie myśli narodowej zobowiązuje. Jeśli mamy w sobie tyle siły, aby być wolnym narodem - musimy umieć na te pytania odpowiadać. Musimy umieć zmienić myślenie o Rosji. Choćby jako ćwiczenie intelektualne. W tym właśnie będzie się przejawiała nasza mądrość, dojrzałość i wolność. Bogusław Kowalski25 stycznia 2009 r. P.S.Jest to fragment mojej książki pt. „Realizm zamiast krucjaty. Szkice o polskiej polityce wschodniej”, która wkrótce się ukaże drukiem. Zachęcam do lektury całości. B.K.