cze 06 2010
Nie przygotowani do dialogu
Chociaż do prawdziwego pojednania polsko-rosyjskiego jeszcze długa droga to dialog polityczny stał się faktem. Mamy do czynienia z autentycznym nowym otwarciem we wzajemnych relacjach. Ostatnie tygodnie przyniosły dwa istotne wydarzenia.
Oto na początku maja w Warszawie odbyło się pod patronatem i z udziałem przewodniczących izb wyższych naszych parlamentów II Forum Regionów Polski i Rosji. Regionalni liderzy mieli okazję do poważnej rozmowy o problemach ustrojowych, politycznych, gospodarczych i kulturalnych. Gdy w 2004 r. jako przedstawiciel władz Mazowsza, udawałem się do Moskwy, wraz z ówczesnym ministrem spraw zagranicznych Włodzimierzem Cimoszewiczem, na obrady dwustronnego komitetu do spraw regionalnych, obok mnie był tylko jeszcze jeden przedstawiciel wojewódzki z Pomorza. Bo tylko dwa województwa w Polsce wówczas utrzymywały jako tako aktywne relacje z regionami w Rosji. Tym przedstawicielem Pomorza był Bogdan Borusewicz, obecny marszałek Senatu. Ten sam, który zainicjował teraz spotkania wszystkich regionów. Być może ujawniony wówczas obraz nędzy wzajemnych relacji zapadł mu głęboko w pamięć i postanowił to zmienić.
W miniony czwartek natomiast odbyło się wspólne posiedzenie komisji spraw zagranicznych Sejmu i Dumy. Po raz pierwszy w historii. Przedstawiciele wszystkich partii politycznych z obu stron zajmujący się problemami międzynarodowymi mogli się poznać i swobodnie ze sobą porozmawiać.
Jeżeli dodamy do tego spotkania wspólnej komisji międzyrządowej do spraw gospodarczych, która kilka dni temu obradowała w Petersburgu, pokazuje się ożywiony dialog. Nie tylko spotkania premierów, ale rozbudowana płaszczyzna rozmów bez tematów tabu. Każdy temat zaproponowany przez drugą stronę jest omawiany.
Stroną ofensywną w tym dialogu jest strona rosyjska. W każdej kwestii mają swoje propozycje i inicjatywy. Jeśli mówimy o energetyce oni od razu proponują współpracę przy budowie elektrowni atomowej w obwodzie królewieckim. Jak mówimy o inwestycjach - oni proponują ułatwienia dla polskich firm na swoim rynku, ale domagają się tego samego dla swoich w Polsce, w tym dla Łukoila i Gazpromu. Jak mówimy o bezpieczeństwie, oni od razu przedstawiają projekt nowego systemu, w którym Polska nie będzie flanką, ale rdzeniem. Gdy mówimy o kulturze i otwarciu się Rosji na nasze projekty, oni pytają o konkrety i chcą tego samego w Polsce. Pytając o możliwość działania w Rosji naszych organizacji pozarządowych słyszymy zgodę i wolę pojawienia się takich instytucji od nich w Polsce.
Nasza strona w tych dyskusjach wypada blado. Dużo i chętnie mówimy o historii oraz o związanej z nią martyrologią. Czasami dorzucimy coś pod nosem o łamaniu praw człowieka i prześladowaniu opozycji, na zasadzie „a u was biją Murzynów”. Ale innych konstruktywnych propozycji nie mamy. Nie mamy realistycznej wizji obecności Rosji w Europie i wynikającej stąd koncepcji naszych wzajemnych relacji. Nie mamy przygotowanych projektów inwestycyjnych, gospodarczych, infrastrukturalnych i dużych programów kulturalnych.
Polska jest zaskoczona i nieprzygotowana, bo z inicjatywą nowego otwarcia wyszli Rosjanie, a nie my. Do tego dialogu przymusza nas rozwój wypadków związanych z Tragedią Smoleńską. Jesteśmy do niego zachęcani i popychani przez naszego wielkiego sojusznika USA. Ale nie jest to świadoma polska polityka. Przemyślana i zaplanowana. Dlatego jesteśmy zaskoczeni i nieprzygotowani.
Ale to nie usprawiedliwia polskich elit i instytucji naszego państwa. Przygotowując się do dyskusji z rosyjskimi deputowanymi dość dokładnie przejrzałem publikacje dwóch głównych polskich think tanków opłacanych z pieniędzy podatników: Ośrodka Studiów Wschodnich i Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Niestety żadnych interesujących myśli ,czy projektów przygotowanych na nowe otwarcie w relacjach z Rosją, nie znalazłem. Czyli po raz kolejny historia nas zaskakuje z pustymi szufladami.
A przecież na płaszczyźnie NATO i UE od dawna dyskutuje się jak na nowo ułożyć relacje z Rosją w kontekście nowych zagrożeń? Jak budować nowy ład świata wielobiegunowego? Ośrodki te dość obficie tę dyskusję opisują, ale tak jakby to wszystko nigdy nie miało się spełnić i jak gdyby było w jakimś wirtualnym świecie, który nas nie dotyka.
Trzeba się też uderzyć we własne piersi. Przejrzałem prasę narodową: „Myśl Polską”, „Myśl.pl”, „Politykę Narodową” i też nie wiele znalazłem. Dużo historycznych sporów i przypominania chwalebnej przeszłości, o filozofii, o tradycji i tożsamości narodowej, o innych ruchach nacjonalistycznych i prawicowych, o religii, demografii i rodzinie. Ale jak ułożyć stosunki na przyszłość z naszym wielkim sąsiadem na Wschodzie – nic. Owszem mój macierzysty tygodnik – „Myśl Polska” dużo miejsca i słów poświęcił na walkę z rusofobią, na pokazanie czym jest geopolityka, jakie znaczenie dla naszej państwowości mają pozytywne relacje z Rosją. To wielki wkład we współczesną polską myśl polityczną, ale na konkretne propozycje, jak to miałoby wyglądać w praktyce, sił już zabrakło.
To co się dzieje obecnie w naszych relacjach z Rosją to triumf myśli narodowej. Idee Jerzego Giedroycia upadły. Nie dlatego, że źle służyły Polsce. Nie dlatego, że ktoś wpływowy nie lubi tej postaci. Ale dlatego, że były nierealne. Nie teraz i nie w tych warunkach geopolitycznych. A spojrzenie endeckie jest górą nie dlatego, że tak ktoś możny postanowił. Nie dlatego, że to spodobało się jakimś elitom. Ale dlatego, że jest prawdziwe. Oparte o rzeczywistą ocenę potencjałów, możliwości i światowych tendencji. W sprawach wschodnich teraz zaczyna myśleć po endecku wielu, nie zdając sobie sprawy, jaki jest rodowód i tradycja tego myślenia. Robi tak, bo nakazuje to logika i zdrowy rozsądek. I na tym polega rzeczywisty triumf myśli narodowej. A chwała tym, którzy nie zwątpili i byli wierni swoim przekonaniom.
Polska nie jest przygotowana do dialogu i pojednania z Rosją. Pokazała to debata parlamentarzystów. Widząc brak naszych propozycji podniosłem w swoim wystąpieniu kwestię linii szerokotorowej LHS. Biegnie ona od naszej wschodniej granicy ponad 300 km w głąb do Sławkowa koło Katowic, gdzie dodatkowo będą się krzyżowały dwie autostrady na osi wschód-zachód i północ-południe. Jest to idealna infrastruktura do rozwijania tranzytu z Rosji do UE. Dodatkowo z dużymi rezerwami, bo obecnie jest wykorzystywana tylko w ok. 30 proc. Dla tej linii powstaje konkurencyjny projekt biegnący przez Słowację do Wiednia. Jest on realizowany przez Rosjan we współpracy z Ukraińcami i Austriakami, ale jeszcze nie zbudowany. Zaproponowałem, aby podjąć dyskusję na temat rewizji tych planów i realizacji wspólnego, wielostronnego projektu. Szkoda, że mój głos pozostał osamotniony i nie wsparty przez żadnego z polskich posłów, w tym zwłaszcza z prezydium. Pokazuje to tylko, jak nasza strona jest zagubiona w tym dialogu i nie potrafi zdefiniować czego chce.
Rosjanie odpowiedzieli, że na przeszkodzie stoją podpisane już umowy. Ale wyrazili gotowość do rozmowy na temat kształtu tranzytu przez Polskę, także z udziałem Niemców, Białorusinów i Ukraińców. A więc jest o czym rozmawiać. Jak tu nie wiele uzyskamy, to możemy coś wygrać gdzie indziej. Całościowe spojrzenie będzie dla nas korzystne. Ale trzeba wiedzieć co się chce i konsekwentnie do tego dążyć.
W czasie obrad wspólnie z przewodniczącym Konstantinem Kosaczowem przypomnieliśmy nasze spotkanie w Moskwie w połowie marca, podczas którego po raz pierwszy padł pomysł spotkania obu komisji. Wówczas nie spodziewaliśmy się, że do realizacji dojdzie tak szybko. Rozważaliśmy jesień, albo nawet przyszły rok. Ale w między czasie historia przyspieszyła. I wymaga od nas, abyśmy za nią nadążyli. To tak, jak z bitwą pod Grunwaldem. Po zwycięstwie trzeba podpisać jeszcze korzystny traktat pokojowy. Tak się wygrywa historię dla przyszłości Narodu! Nie dla jego martyrologii, ale dla rozwoju, chwały i potęgi. Czy staniemy na wysokości zadania?
dla mp.info
Bogusław Kowalski
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.